Kilka słów o mnie i co z tego wynikło …

Urodziłem się (jak większość z nas) jakiś czas temu i wtedy wszystko się zaczęło. Już jako mały brzdąc jeździłem motocyklem. MZ-ka w wersji tourer (bo tak pewnie można by ją dzisiaj nazwać) odziana w szybę i sakwy, woziła mnie po całej Polsce. Co prawda jeździłem skutecznie wciśnięty pomiędzy rodziców, ale to musiało być fajne ponieważ doskonale pamiętam te podróże – miałem może 3-4 lata, a jak wiadomo z tego okresu niewiele ciekawych rzeczy się pamięta.

Ale jak to w życiu bywa (zawsze musi być jakieś „ALE”) w momencie gdy wszedłem w wiek, w którym sam mógłbym usiąść za sterami dwukołowca, do głosu doszły rodzicielskie mądrości skutecznie blokujące zakup własnego sprzętu – bo to przecież niebezpieczne (to zresztą najprawdziwsza prawda). Każdy zna chyba tekst: „Kupisz sobie za swoje jak sam zarobisz”. W tym stanie musiałem przetrwać aż do 30-ki: bo przecież jak już zacząłem zarabiać, to zaraz znalazła mnie jakaś laska i przydarzyło się małżeństwo i brak kasy tylko dla siebie. Później oczywiście dziecko, więc znowu pojawiły się ważniejsze wydatki. I tak zwana „odpowiedzialność” prześladowała mnie do blisko 30go roku życia.

I wtedy powiedziałem dość. Po długich i „kosztownych” negocjacjach z małżonką pozwoliłem sobie na 10-letnią Yamahę Virago 250. Oczywiście była to wersja zupełnie „goła” – żadnych sakw, gmoli itp. gadżetów. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że aby wyposażyć ją w dobrej jakości podstawowy ubiór trzeba wydać kilka tysięcy złotych. Szybko dałem sobie spokój z jej ubieraniem. Kilka miesięcy później, na początku kolejnego sezonu (2004r), już jeździłem nowiutką (dobrze kredytowaną) Yamahą Drag Star 650 Classic.

 

Trochę nauki się przydało …

Skończyłem studia informatyczne, później studia z zarządzania i marketingu, pracowałem w kilku firmach w zawodzie informatyka (również na stanowiskach kierowniczych). Pomimo odnoszenia wydawałoby się sukcesów zawodowych, zawsze męczyła mnie potrzeba tworzenia czegoś namacalnego, jakiejś rzeczy. Informatyka niestety mi tego nie dawała.

Narodził się wówczas pomysł uruchomienia własnego warsztatu – w czerwcu 2005r zarejestrowałem firmę o nazwie SENTOCOM. Temat produkcji chromów był dla mnie zupełnie obcy, chociaż dorastając w domu, w którym ojciec jest zawodowym nauczycielem-ślusarzem, otrzymałem solidną szkołę „szermierki” różnymi narzędziami. Trzeba było to tylko umiejętnie rozwinąć.

Pierwsze miesiące spędziłem w garażu, czyli moim pierwszym tzw. „warsztacie”. Po pół roku wynajmowałem już kilkakrotnie większe pomieszczenia i zatrudniłem pierwszego pracownika (nie licząc ojca, na którego pomoc zawsze mogłem liczyć, w większości przypadków bezinteresowną). Wszystko to finansowałem z pracy informatyka – przez ponad 2 lata zysków z firmy praktycznie nie było. Ówczesna praca jednocześnie na dwa etaty dała mi nieźle w kość. Ale opłaciło się. Dzięki niej mogłem zmienić motocykl na nieco większy – Kawasaki VN1600 Classic, z którym nie rozstawałem się przez kilka kolejnych lat. Obecnie firma mieści się na 450m2 powierzchni i produkuje kilkaset akcesoriów do motocykli różnych producentów. W 2009r moja stajnia powiększyła się o pierwszego Harleya (patrz „Galeria”), który wyciąga ode mnie więcej kasy na tuning niż żona (a myślałem, że to niemożliwe:).

 

Jak to działa dzisiaj …

Moje znajomości zagadnień elektronicznych oraz informatycznych są jednym z istotniejszych czynników rozwoju firmy. Dzięki temu nie było problemów z wyjściem do klientów, prezentacją oferty w sieci w postaci czytelnych stron www, czy też zaprojektowaniem pierwszego sklepu internetowego (obecny tuning szaty graficznej pozostawiłem lepszym ode mnie). Przy naszej produkcji zdecydowana większość detali jest wycinana laserowo. Wszystkie projekty najpierw przygotowuję w programie typu CAD, a następnie wycinam na własnych maszynach lub zlecam do wycięcia podwykonawcom. Od kilku lat projektuję i wykonuję od podstaw maszyny CNC sterowane komputerowo.

Natomiast istotą działania firmy są jej pracownicy. Ze względu na nietypową branżę, każdy z nich musiał niejako od początku uczyć się fachu i przyzwyczajać do stanowiska. Dzisiaj są to już wieloletni pracownicy firmy, którzy wykonują swoje zadania można by rzec „z zamkniętymi oczami”. Pragnę zwrócić uwagę, że każdy produkt jest wykończony ręcznie (polerowanie, gięcie, spawanie, czyszczenie itp.), dlatego ceny, które kiedyś wydawały mi się wysokie, obecnie są dla mnie czymś naturalnym – po prostu praca ręczna jest najdroższą formą produkcji, ale jednocześnie w tym fachu, w produkcji małoseryjnej jest niezastąpiona.

 

Skąd się wziął RoadStyler …

Nazwa RoadStyler jest zabiegiem marketingowym. Tak naprawdę firma nazywa się SENTOCOM, a RoadStyler jest nazwą produktu. Obecnie główny nacisk w reklamie kładę właśnie na logo RoadStyler, ponieważ zgodnie z moim założeniem, produkty aby stać się „markowe”, muszą posiadać podstawowe cechy produktu markowego – w tym na pewno rozpoznawalną nazwę. Mam nadzieję, że nazwa RoadStyler, wymawiana dodatkowo z amerykańskim akcentem, daje wrażenie „dobrego produktu”, chętnie wybieranego spośród wielu na rynku polskim i nie tylko.

Przez całe swoje (również dziecięce) życie majsterkowałem, wymyślałem gadżety, projektowałem urządzenia mniej lub bardziej skomplikowane i wiem, że to co robię dzisiaj spełnia mnie w 90% – na pozostałe 10% jeszcze czekam, może sam siebie zaskoczę.

 

Andrzej Skiba

 

Do góry